Bieszczady – znów o wilku - www.bieszczady.info.pl    
       
 
   
 
 

Bieszczady – znów o wilku


2004-10-19 13:12:56 ostatnio zmieniony: 2004-10-19 13:14:55
Marek Wolski  


Znów o wilku i nie tylko.


Z uporem godnym innej sprawy co jakiś czas na łamach GB wracam do tematu cyklicznie wywołującego spory i gorące dyskusje - kwestii bieszczadzkiego wilka.
Rok w rok wielu hodowców z „winy” tego drapieżnika ponosi duże, niejednokrotnie nieodwracalne straty. Trzeba całkowitego braku wyobraźni, żeby nie rozumieć rolnika, który stracił najlepszą sztukę, nie raz stanowiącą owoc jego wieloletniej pracy hodowlanej.
Czasem nie chodzi już o straty materialne, ale o zmarnowanie owoców wieloletniej pracy, o czas, którego odtworzyć się już nie da. To wszystko jest jak najbardziej zrozumiałe, ale jest i druga strona medalu.
Stan środowiska naturalnego, sposób w jaki jest ono na bieżąco kształtowane, nasz codzienny wpływ na jego stan. Także wielość decydentów na co dzień odpowiedzialnych za środowisko i ich sprzeczne interesy, które każdy z nich próbuje niejako „na siłę” realizować. Każdy, nie tylko bieszczadzki ekosystem, stanowi nierozerwalną całość, która jeśli ma funkcjonować dobrze, musi być zarządzana spójnie i najlepiej przez jednego decydenta.
W naszych bieszczadzkich warunkach mamy ich niestety dwóch, czyli o jednego za dużo. Lasy Państwowe i Park Narodowy. Interesy tych organizacji często są sprzeczne, bowiem L.P. są firmą działającą na zasadach rynkowych, mającą do zrealizowania określone cele gospodarcze, a Park to instytucja mająca do realizacji zupełnie inne cele statutowe.
Na tej sprzeczności interesów cierpi cały ekosystem, czyli także i my, mieszkańcy Bieszczadów, bo czy tego chcemy czy nie, my także stanowimy jego - i to najbardziej dynamiczną cząstkę.

Dziwne podejście.


Śledząc w prasie lokalnej bieżące doniesienia na temat naszej przyrody ożywionej ma się wrażenie, że są to doniesienia z frontu walki z nieprzyjacielem. „Wilki atakują!”, „Atak bobrów!”, a nawet „Wrony i kawki w ataku na pola”.
Zawartość tekstowa tych artykułów jest również z grubsza taka sama. Świat przyrody jest w nich przeciwstawiany światu ludzi, co więcej, złowroga moc tego świata na co dzień zagraża ludzkiej egzystencji: „...wrony i kawki wyjadły całe zasiane zboże. Z czego będziemy teraz żyć?”.
Podejście takie w zasadzie nie powinno dziwić, jest bowiem dowodem wśród piszących na elementarny brak wiedzy na temat otaczającego nas środowiska. Można oczywiście spokojnie wszystko wytłumaczyć fatalnym systemem edukacyjnym i przysłowiowym już nieuctwem i gonieniem gdzie tylko się da za sensacją ze strony dziennikarzy - ale rozwiązania problemu niezrozumienia tego, dlaczego wokół nas dzieje się tak, a nie inaczej, nie posuwa to do przodu ani o krok.
O ile jeszcze powyższy stosunek do środowiska naturalnego ze strony „profanów” z biedą, ale jakoś tam w końcu wytłumaczyć się da, o tyle takie samo podejście specjalistów od przyrody winno budzić protest.
Żeby nie szukać daleko. Ostatniego lata w Tatrzańskim Parku Narodowym dały o sobie znać niedźwiedzie, zakłócając swym pojawieniem się beztroskie, niby w niedzielę po parku miejskim, łażenie po Parku Narodowym gdzie się da tabunów turystów.
Podniósł się raban na całą Polskę, a dyrektor TPN w odpowiedzi na społeczną potrzebę powołał, że zacytuję dosłownie „...specjalną osobę na stanowisko niedźwiedziologa...” koniec cytatu.
A ja głupi do tej pory myślałem, że lata temu powołano TPN specjalnie po to, żeby chronić środowisko w którym niedźwiedzie brunatne żyją, ale również i po to, aby badać zachowanie się tych zwierząt (i nie tylko ich) i ich relacje ze światem ludzi, aby oba te światy mogły ze sobą w miarę bezkolizyjnie koegzystować. A tu okazuje się, że TPN powołano głównie w celu sprzedaży biletów wstępu do Parku i handryczenia się z okolicznymi góralami. Tyż piknie - jak mawiają na Podhalu.
I trzeba aż lamentu w ogólnopolskich mediach, żeby Tatrzańska Dyrekcja przypomniała sobie jakim interesem kieruje i zaczęła robić coś, co w szerokim świecie robi się już od dziesiątków lat., a mianowicie między innymi badania zachowania zwierząt żyjących w parku narodowym, ich zwyczajów i relacji człowiek - zwierzę, aby gdzie się da unikać kolizji wzajemnych interesów. W przypadku niedźwiedzi wystarczy poinformować turystów, żeby nie zabierali ze sobą na szlaki jedzenia i słodkich napojów, a także usunąć ze szlaków kosze na śmieci i regularnie sprzątać okolice szlaków z wszelkich jedzeniowych odpadków.
Na początek tylko tyle, ale powinno pomóc radykalnie.
Spyta ktoś, co to wszystko ma wspólnego z nami? Ano ma i to bardzo wiele. Na szczęście nie mamy jeszcze sytuacji jak w Tatrach, ale wziąwszy pod uwagę rosnące natężenie ruchu turystycznego w Bieszczadach podobne zdarzenia są tylko kwestią czasu.
Mamy za to własną specjalność - wilki i sporo z nimi kłopotu. I tu zaznacza się dziwne do tego tematu w naszych bieszczadzkich warunkach podejście.

Bieszczadzki problem - wilki


Naszym problemem są wilki i straty, jakie te zwierzęta powodują wśród hodowanych przez ludzi zwierząt gospodarskich.. Ostatnio, wskutek nalegań Wojewody Podkarpackiego Minister Ochrony Środowiska wydał zezwolenie na odstrzał jednej sztuki, która podobno wyspecjalizowała się w polowaniu na zwierzęta domowe.
Najprzytomniej ze wszystkich zachowali się myśliwi, którzy zapytali, skąd akurat wiadomo będzie, że to ten, a nie inny wilk kłusuje po polach i łąkach.
Ze strony zaś Bieszczadzkiego Parku Narodowego głuche milczenie nie tylko w tej sprawie jedyną było reakcją. Nawet specjalnego stanowiska „wilkologa” jak dotąd nie utworzono, a to spory błąd, bowiem poza ustawieniem nowych budek w których sprzedaje się bilety wstępu do Parku, byłby to drugi wyraźny znak jakiegokolwiek wymiernego działania nowego dyrektora tej szacownej skądinąd placówki.
Ale jak można w ogóle mówić o racjonalnym podejściu do wilczego problemu, skoro dotychczas dokładnie chyba nawet nie wiadomo ile tych wilków tak naprawdę w BdPN jest, bo na serio nikt się tym nie zajmuje. Krąży za to w Bieszczadach i ich okolicach wiele na temat wilczy mitów, na zwalczeniu których nikomu tak naprawdę nie zależy.
Odnoszę wrażenie, że poza nielicznymi przypadkami, wilkami w Polsce zajmują się amatorzy, a fachowców temat mało wzrusza. Nawet w Białowieży w Zakładzie Dużych Ssaków jakby ostatnio trochę pospali.
Ponieważ z wilczego problemu doktoratu nie posiadam, przeto aby nie być odsądzonym od czci i wiary przez lokalnych bieszczadzkich mędrców posłużę się opiniami fachowców w tej materii i to na dodatek fachowców polskich.
Ciekaw jestem, czy wywołam jakiekolwiek echo ze strony tych, którym budżet Państwa płaci między innymi i za to, aby robili to czego jakoś nie robią licząc, że w naszym odległym od świata zakątku spokojnie doczekają zasłużonej emerytury.

Inne spojrzenie na wilczy problem.


Hen daleko od bieszczadzkich połonin przez bagna i mokradła płynie leniwa rzeka Noteć. Nad jej brzegami zachowało się coś, co miejscowi nieco na wyrost nazywają Puszczą Notecką. W tejże puszczy od roku 1974 działa sobie w Stobnicy Stacja Doświadczalna Katedry Zoologii A.R. w Poznaniu. A w tejże katedrze prowadzą między innymi badania nad wilkiem, jakże różne, od innych, między innymi bieszczadzkich dokonań.
Żyjące tam wilki trzymane są w ogromnych wolierach. Nie są to osobniki dzikie. Te, które do Stobnicy trafiły pochodzą już to z ogrodów zoologicznych, już to zostały odebrane ludziom, którzy wybrali z gniazda młode szczenięta. Jeden okaz pochodzi z Puszczy Białowieskiej. Został odebrany kłusownikom, którzy go złapali i trzymali na postrach. Badania nad wilkami prowadzi się w Stobnicy od 1996 roku.
Ciekawe są doświadczenia, jakie z tych badań płyną. Są one diametralnie różne od tych, które u nas, w Bieszczadach stanowią tak zwane prawdy obiegowe.
Otóż zdaniem badającego te drapieżniki profesora Bereszyńskiego wilki nie lubią mięsa kóz, owiec i strusi. Zjadają je tylko wtedy, kiedy brakuje im innego pożywienia i są naprawdę głodne. Zdecydowanie wola mięso wołowe i dziczyznę.
Piszę o tym z obawą, ale chętnie zjadają także takie wilcze przysmaki jak kaczany kukurydzy, marchew, jabłka i buraki. Jak powiedziałem, pisze to z obawą, mogę bowiem zupełnie nieopatrznie spowodować kolejną falę mrożących krew w żyłach prasowych informacji w stylu: „wilki spustoszyły pola kukurydzy”, „brak marchwi - wilkom nie wystarczają już owce” i tym podobne.
Czemu o tym piszę? Jest bowiem w Polsce ośrodek naukowy, który prowadzi badania nad wilczą populacją w sposób nieco inny od tego, jaki znajduje uznanie w kierownictwie Bieszczadzkiego Parku Narodowego. To do nich nad Noteć, a nie do nas przyjeżdżają kręcić filmy z National Geograpihic (Stebnica nie skompromitowała się przed światem, jak Białowieski Park Narodowy), tam kręcą filmy krajowi i zagraniczni reżyserzy, to tam płyną pieniądze i tam ludzie mają zysk z tego, że obok nich żyją wilki.
Może warto by zasugerować naszej Szanownej Dyrekcji BdPN, żeby więcej energii włożyła w rzetelną codzienną pracę, a mniej w urządzanie okolicznościowych fet w socjalistycznym stylu, fet, które potem opisuje Przyroda Polska, a które to fety po prawdzie są potrzebne tylko dopieszczanym za państwowe pieniądze lokalnym małym prominentom, a BdPN jako instytucji są potrzebne jak przysłowiowa dziura w moście.

A co u nas?


Po staremu. Więcej energii wkłada się w uzyskanie zezwolenia na odstrzał zwierzęcia prawem chronionego niż na jego badania i uświadamianie hodowców. Pisałem kiedyś, ze na początek można by wznowić i rozprowadzić w bieszczadzkich gminach stosowną książeczkę prof. Simony Kossak o minimalizacji start wśród zwierząt gospodarskich na terenach zamieszkałych przez wilki. Pisałem i na pisaniu się skończyło, bo lokalne władze (na przykład w Lutowiskach) co innego mają na głowie.
Pasjonującym byłoby także poznać na temat wilczego problemu w Bieszczadach zdanie naszych miejscowych, uważających się za kompetentne  w tej materii osób. Może przy okazji dowiemy się czegoś ciekawego, co rzuci naukowy świat na kolana?
Swoją droga interesującym byłoby także poznanie wreszcie danych informujących o rzeczywistej ilości żyjących w Bieszczadach wilków, rysi, ale także i dużych przeżuwaczy i zwierzyny płowej. Może w końcu zostałoby rozproszonych kilka mitów, a my poznalibyśmy stan naszego ekosystemu.
Może w końcu okazałoby się, że ten warczący na ukrytego we własnym maluchu rolnika potwór to nie wilk, ale duży zdziczały pies, albo krzyżówka psa z wilkiem? Może by się okazało (albo i nie), że w naszych lasach trudno spotkać jelenia czy sarnę, że dziki są rzadkością, bo bieszczadzkie lasy są na wylot przestrzelane, gdyż kasa kusi RDLP w Krośnie bardziej niż dobro tego całego tak zwanego środowiska naturalnego? I może wreszcie porozmawialibyśmy rzetelnie o pojemności bieszczadzkich lasów, czyli o tym ile wilków może się wyżywić bez wyrządzania szkód w gospodarstwach hodowców. Może w końcu zaczniemy na ten temat rozmawiać, bo jak dalej tak pójdzie, to jedynymi rysiami, jakie będzie można spotkać w Bieszczadach będą te, które tak ładnie wyrzezano w drewnie na tablicach oznajmiających przejazd obwodnicą przez tereny BdPN.
No i oczywiście mnóstwo rysi na firmowych znaczkach i pieczątkach Parku. Te rysie mnożą się niezwykle łatwo i bez jakichkolwiek problemów.
I może w końcu rozpocznie się u nas szkolenie hodowców owiec i bydła, szkolenie w ramach którego podpowie się ludziom co mają robić, aby straty w ich inwentarzu były jak najmniejsze. Są doświadczenia polskie, są i zagraniczne (hiszpańskie i izraelskie), trzeba mieć tylko ochotę aby do nich sięgnąć. A wtedy kolejny artykuł w Przyrodzie Polskiej może będzie bardziej sensowny, bo opisane w nim zostaną rzeczywiste, nie biurokratyczne osiągnięcia.


Strona główna serwisu   Dodaj swój komentarz.
 
 
 
 

Znajomość prawa pomaga

2008-09-02 15:17:58

Znajomość prawa pomaga - to projekt realizowany przez Stowarzyszenie Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa” z Leska mający na celu przeciwdziałanie przemocy domowej i przemocy wobec kobiet.
więcej czytaj więcej

Można inaczej - SOS w Lesku
Moje prawa - moją szansą!
Edukacja ekologiczna
Wystawa w Czarnej

  archiwum Archiwum


Webcam - Ustrzyki Górne

webcam www.bieszczady.info.pl  na Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) - Ustrzyki Górne



Szukaj w bieszczady.info.pl
 
Ciekawe serwisy
Mazury Zakopane
Karkonosze Online Przemyśl
Kwatery, pensjonaty,noclegi
Spływy kajakowe, Kajaki, Mazury
Hotele w Warszawie
 
  © Bieszczady Wirtualnie 1998 - 2008    
Kontakt  Prywatność  Reklama
Liczba osób na www.bieszczady.info.pl: 11