Piramida - www.bieszczady.info.pl    
       
 
   
 
 

Piramida


2004-09-08 11:39:31 ostatnio zmieniony: 2004-09-08 11:39:31
Marek Wolski  


Budżetowi naszego Państwa brakuje na wszystko. Nie muszę przekonywać o tym czytelników, bowiem wystarczy przejść się do przychodni czy szpitala aby się o tym przekonać. Już nawet szkoda mówić o szkolnictwie.
Nieuchronnie zbliżamy się do magicznej granicy 55% długu publicznego i wszystkie znaki na ziemi i w niebie wskazują, ze przekroczymy ją gładko i bezboleśnie, tak samo jak i następne magiczne 60%. I co się wtedy stanie? Ano najpewniej nic, biorąc pod uwagę to co dzieje się w innych krajach UE.

Dzisiaj

Tegoroczny dochód narodowy Polski szacowany jest na nieco ponad 200 miliardów złotych. Zadłużenie sektora publicznego dobija do kwoty 400 miliardów złotych. Coroczne zobowiązania budżetu Państwa z tytułu odsetek od zaciągniętych na pokrycie deficytu zobowiązań zewnętrznych wynosi na dzisiaj 40 miliardów złotych. Jest to pierwsze i najświętsze zobowiązanie budżetowe.

Z powyższego wynika, że 20% corocznych dochodów Polski pożerają odsetki od zaciągniętych w przeszłości i zaciąganych także dzisiaj kredytów. I dlatego nie starcza na nic pieniędzy.
W przeszłości dziura w budżecie łatana była wpływami z prywatyzacji, ale pomału wyprzedaliśmy wszystko, uzyskane środki przejedliśmy zaś w znacznej części zostały one rozkradzione. Obecnie ratujemy się sprzedażą co dwa tygodnie kolejnych porcji obligacji skarbowych.

Zagrożenie

Środki, które dzięki sprzedaży obligacji Skarbu Państwa uzyskuje budżet są w przeważającej części wydatkowane na wykup obligacji wyemitowanych wcześniej. Kolejni kupcy kupują nowe tylko dlatego, że rząd wykupuje stare, a także dlatego, iż są one oprocentowane najwyżej w całej Europie. Zagrożenie zaś bierze się stąd, że kapitał pozyskiwany w ten sposób zalicza się do tak zwanego kapitału portfelowego, a nie inwestycyjnego, czyli mówiąc po ludzku do kapitału spekulacyjnego, który krąży po całym świecie w poszukiwaniu korzystnych krótkoterminowych spekulacji finansowych.

W przypadku jakiegokolwiek zachwiania się polskiej gospodarki (ekonomicznego lub politycznego) kapitał taki natychmiast ucieka. Jeśli zaś rząd nie miałby kolejnej możliwości sprzedaży następnej grupie inwestorów nowych obligacji, zabrakłoby mu pieniędzy zarówno na sfinansowanie bieżącej działalności jak i na wykup obligacji wyemitowanych wcześniej.
To zaś prosta droga do argentyńskiej powtórki nad Wisłą i Strwiążem.

Brak środków na sfinansowanie działalności bieżącej to niemożność comiesięcznych wypłat rent i emerytur, płac w całej budżetówce, a także niemożność regulowania bieżących zobowiązań budżetu wobec wszystkich, wobec których z mocy przyjętych w przeszłości ustaw rząd takie zobowiązania ma (miedzy innymi i samorządów).

Piramida

A jak kręci się ten cały interes? Analogicznie do znanej pewnie czytelnikom i zakazanej w Polsce piramidy finansowej. Polska tak długo będzie miała pieniądze na zapewnienie sobie bieżącego utrzymania, jak długo pozyskiwać będzie nowych chętnych na swoje papiery dłużne. A pozyskiwać ich będzie tak długo, jak długo płacić będzie wysokie stopy procentowe od już wyemitowanych papierów dłużnych i równocześnie w terminie wykupywać papiery poprzednio wyemitowane.

To swoista piramida finansowa, która trwać będzie tak długo, jak długo znajdować się będą nowi chętni na udział w tej zabawie. A znajdować się będą tak długo, jak długo dochody Państwa Polskiego zapewniać będą im zyski od zainwestowanych kapitałów.

I tu jesteśmy przy prawdziwym fundamencie tak zwanego Planu Hausnera. Trzeba ciąć najbiedniejszym (bo im najłatwiej), aby mieć środki na wykup uprzednio wyemitowanych papierów skarbowych, bo w przeciwnym razie klapa na całej linii i trzeba się będzie pożegnać z ciepłymi stołkami na zawsze, a co gorsza wiać z Polski za siódmą górę i rzekę. A tam daleko już tak słodko jak nas Wisłą i Strwiążem nie będzie, bo samemu trzeba będzie rękawy zakasać, żeby na chlebek zarobić, a nie tak jak tu, na miejscu, bujać się od dziesięcioleci kosztem całej reszty naiwnych obywateli.
A co gorsza zniknie cały obecny splendor władzy i już żaden cudzoziemski premier czy inny prezydent nawet spojrzeniem nie zaszczyci – a to boli i to bardzo; wierzcie mi na słowo drodzy czytelnicy.

Co będzie dalej?

O krok od klapy byliśmy tuż przed unijnym referendum. Uratowało nas wejście do UE, bo międzynarodowi finansowi spekulanci uwierzyli, że nasze długi pokryje UE. Skąd u nich takie przekonanie? Dalibóg nie wiem, już uprzednio w słodkich na kredyt latach 70-tych ówczesny Zachód też wierzył, że gierkowskie długi podżyruje ś.p. ZSRR.
A jak się to skończyło? Chyba wszyscy pamiętamy Balcerowicza i jego reformę, a także zaprzedanie się co poniektórym państwom Zachodu w zamian za umorzenie nieściągalnych długów. Resztę w zębach co roku zanosimy gdzie trzeba i tak nosić będziemy jeszcze ze 40 lat.

Teraz nadzieją jest jak najszybsze przyjęcie przez Polskę euro jako waluty lokalnej, czyli krajowej. I taki jest też prawdziwy cel gorączkowych zabiegów kolejnych polskich rządów, aby jak najszybciej Polska weszła do strefy euro.
Gdy się to stanie, za nasze zobowiązania odpowiadać będzie już nie miejscowy rząd, parlament czy bank centralny, ale bank UE we Frakfurcie i unijny komisarz ds. finansów UE.

A jaką cenę zapłacimy za to my mieszkańcy Bieszczadów (jasne, że nie tylko, ale niech się inni o siebie martwią sami, nami się jakoś nikt nie przejmuje), bo przecież nikt za nas naszych zobowiązań nie zapłaci.

Jak kto ma dobrą pamięć, to niech sobie przypomni, co się działo na początku lat 90-tych - co się stało z tamtymi oszczędnościami. Teraz będzie podobnie tylko inaczej. Jak coś będzie kosztowało dajmy na to od 4,5 - 10 złotych, to po euroizacji będzie kosztowało 1 euro.

A zarobki, emerytury i inne świadczenia? Te pozostaną na tym poziomie na którym je euroizacja polskiej waluty zastanie. Czyli 1 000 złotych pensji = 100 euro. Ceny zostaną mocno zaokrąglone w górę, bo tak stało się we wszystkich krajach UE, które przyjmowały wspólną walutę, a w naszym przypadku będzie to jeszcze wzmocnione przez konieczność utworzenia rezerwy na spłatę polskiego zadłużenia przejętego przez Europejski Bank Centralny.

Kto w to nie wierzy niech sobie dzisiaj poczyta śmieszne teksty „ekspertów” z NBP, których „zaskoczył” gwałtowny impuls inflacyjny po wejściu Polski do UE. Może też zajrzeć sobie do książeczki, która Pierwsza Osoba rozesłała nam wszystkim do domów i porównać to co tam znajdzie z tym, co jest dzisiaj.
A swoją drogą jak zwykle, choć z dala od centrów władzy i na prowincji znów wiemy trochę więcej niż inni. I tego się trzymajmy.


Strona główna serwisu   Dodaj swój komentarz.
 
 
 
 

Znajomość prawa pomaga

2008-09-02 15:17:58

Znajomość prawa pomaga - to projekt realizowany przez Stowarzyszenie Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa” z Leska mający na celu przeciwdziałanie przemocy domowej i przemocy wobec kobiet.
więcej czytaj więcej

Można inaczej - SOS w Lesku
Moje prawa - moją szansą!
Edukacja ekologiczna
Wystawa w Czarnej

  archiwum Archiwum


Webcam - Ustrzyki Górne

webcam www.bieszczady.info.pl  na Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) - Ustrzyki Górne



Szukaj w bieszczady.info.pl
 
Ciekawe serwisy
Mazury Zakopane
Karkonosze Online Przemyśl
Kwatery, pensjonaty,noclegi
Spływy kajakowe, Kajaki, Mazury
Hotele w Warszawie
 
  © Bieszczady Wirtualnie 1998 - 2008    
Kontakt  Prywatność  Reklama
Liczba osób na www.bieszczady.info.pl: 10