Ceny?! - www.bieszczady.info.pl    
       
 
   
 
 

Ceny?!


2004-07-05 14:30:58 ostatnio zmieniony: 2004-07-05 14:30:58
Marek Wolski  


CENY



W sklepach nie tylko bieszczadzkich jest coraz drożej. Nasze portmonetki są coraz cieńsze, coraz dokładniej przyglądamy się cenom kupowanych produktów.
A i tak u nas, na wschodzie, nie mamy (jak na razie) powodu do narzekań. Na zachodniej granicy Polski ceny podstawowych artykułów żywnościowych już wzrosły o średnio 20-25% i końca nie widać.
Gwałtownie zdrożała wołowina i cielęcina, cukier, mąka, teraz kolej na mleko i jego przetwory, co pociągnie za sobą wzrost innych cen.

Dlaczego drożeje?


Przyczyna jest prosta. Sami w referendum unijnym zagłosowaliśmy nie tylko za członkostwem w UE, ale także za wszelkimi z tego członkostwa płynącymi konsekwencjami. A jest Unia Europejska miejscem, gdzie żywność na świecie najdroższą jest. No prawie, bo w Japonii jest jeszcze drożej, ale na szczęście głosowanie za członkostwem we Wspólnej Strefie Azjatyckiego Dobrobytu nam jak na razie nie grozi.
Ponadto, jeśli graniczą ze sobą dwa obszary - jeden biedny, ze słabą tubylczą siłą nabywczą z żywnością tanią i w miarę dobrą, drugi zaś bogaty, z siłą nabywczą wielokrotnie przewyższającą możliwości tego biednego, to naturalną takiego stanu rzeczy konsekwencją będzie gwałtowny wzrost cen żywności na terenach uboższych, a także „wypłukiwanie” biednego terytorium z produktów, na które popyt na terenach bogatych jest wysoki.
A jeśli jeszcze pośrednicy mogą na tym dobrze zarobić....
Przewidzenie tego typu konsekwencji jest banalne, jeśli ktoś zdołał ukończyć choćby liceum ekonomiczne. Dlatego nie powinno nas dziwić, że w sklepach już jest drogo, a będzie jeszcze drożej. Stało się to poniekąd na nasze życzenie.
I nie ma sensu oskarżać rolników o pazerność, czy też brak patriotyzmu. Jakby komuś z nas, konsumentów żywności, sąsiedni pracodawca zapłacił za tę samą pracę o 40% więcej, to raczej byśmy u starego długo nie popracowali.
A dlaczego nie rosną pensje? Zależy komu. Lekarzom, pielęgniarkom, inżynierom mechanikom, kierowcom, operatorom ciężkiego sprzętu budowlanego, specjalistom od wykańczania mieszkań pensje rosną i to nawet sporo, tylko nie w Polsce, a za granicą, gdzie czekają na nich miejsca pracy w Niemczech, Holandii, Skandynawii czy Wielkiej Brytanii. A dlaczego w Polsce nie rosną? Bo jest duże bezrobocie, wzrost gospodarczy ma charakter krótko koniunkturalny, brak nowych inwestycji. Dlaczego brak inwestycji? Też proste. Bo praca w Polsce jest piekielnie droga. Jeśli zarabiamy na rękę 1 000 złotych, to naszego pracodawcę kosztujemy 1 700 złotych, jeśli zarabiamy 3 000 na rękę, to nasz pracodawca musi się liczyć z wydatkiem blisko 5 500 złotych miesięcznie. A ponadto dochodzą do tego rozmaite inne utrudnienia poczynione przez nami rządzących podobno w celu polepszenia warunków w jakich pracujemy. To też kosztuje, a dużo taniej jest tak przeorganizować pracę już zatrudnionych, aby podnieśli swą wydajność o 20-30%. Na już (lub jeszcze) pracujących skutecznie działa bat wysokiego bezrobocia, tak że i o podwyżkach nawet co myśleć nie mają. I właśnie dlatego płace nie rosną. Proste.

Jak wygląda cenowy mechanizm?


Wzrost cen, zwłaszcza żywności, z jakim mamy obecnie do czynienia trojakiego jest rodzaju. Po pierwsze drożeje na nasze własne życzenie. Wprowadziliśmy jako podstawową stawkę podatku VAT 22%, choć nikt nas do tego nie zmuszał. Dalej – po wstąpieniu do UE nastąpił naturalny wzrost cen artykułów żywnościowych spowodowany zwiększonym popytem na polską żywność ze strony nowego, dużego i bogatego odbiorcy, państw „starej Unii” oraz wprowadzeniem dopłat dla polskich rolników.
Ten wzrost cen także zafundowaliśmy sobie sami, bo kijem nas nikt do członkostwa w UE nie zapędzał. Powód trzeci jest mieszany, tak pół na pół. Na światowych rynkach ropa naftowa jest najdroższa od ponad 20 lat. A ropa to paliwa (w tym także gaz), nawozy sztuczne, chemikalia, leki i wiele, wiele innych podstawowych w naszym życiu produktów, bez których obejść się już nie sposób. A dlaczego napisałem, że pól na pół? Bo do bardzo wysokiej ceny ropy, jaką musimy płacić na rynkach surowcowych dokładamy sami sobie lekką ręką VAT, akcyzę, opłatę paliwową, narzuty ekologiczne i co tam jeszcze.
W detalicznej cenie paliwa, jaką płacimy na stacji benzynowej wszelkiego rodzaju narzuty i podatki stanowią 65% ceny detalicznej jednego litra ropy lub benzyny.

Co będzie dalej?


Niestety, jeszcze drożej. A co i dlaczego zdrożeje? Wiele pozornie nie związanych ze sobą artykułów. Skupmy się tylko na żywności, bo wzrost jej cen odczujemy najbardziej, ma zresztą żywność elastyczność popytową najniższą wśród wszystkich rynkowych dóbr (elastyczność popytowa pokazuje, czego i ile kupujemy, gdy zmianie ulegają ceny poszczególnych towarów).
Wymusi to na nas zmianę nawyków żywieniowych, czyli mówiąc mniej uczenie zmieni się nasz jadłospis. Idźmy po kolei.
Zdrożał cukier. Wysoka cena tego surowca wymusi wzrost cen dżemów, marmolad i wszelkiego rodzaju przetworów owocowo-warzywnych. Zdrożeje także miód. Wzrost cen tych produktów wpłynie na wzrost cen lodów, ciast i ciastek, w tym tak popularnych i chętnie przez nas jadanych drożdżówek. To z kolei pociągnie za sobą wzrost cen chleba. Dlaczego? Otóż piekarze nie żyją z tego, co zarobią na pieczeniu zwykłego chleba. Zysk zapewnia im pieczenie wszelkiego rodzaju słodkich bułek, ciast i ciastek. A nie są to artykuły pierwszej potrzeby. Gdy ich ceny wzrosną, spadnie na nie popyt, bo przestaniemy je masowo kupować. A to spowoduje duży spadek zarobków piekarzy i aby utrzymać się na powierzchni będą zmuszeni mocno podnieść ceny najbardziej popularnych gatunków pieczywa, czyli właśnie chleba. I tak od drogiego cukru doszliśmy do czekających nas wysokich cen chleba.
Zdrożało mleko. Wzrost ceny tego surowca powoduje wzrost cen: mleka w proszku, serwatki w proszku, masła, śmietany, samego mleka w postaci w jakiej kupujemy je w sklepie, wszelkich serów białych, żółtych, twarożków, wreszcie jogurtów, kefirów i całej galanterii mleczarskiej. Galanteria ta dodatkowo zdrożeje dlatego, że w skład większości mlecznych deserów wchodzi sporo cukru, który jak już ustaliliśmy mocno zdrożał.
Ponadto wzrost ceny mleka to dodatkowy wzrost cen wszelkich wypiekanych słodkości, bo tam też używa się sporo mleka w proszku, które jak ustaliliśmy także zdrożało.
Ale wzrost cen galanterii mleczarskiej nie powinien wcale cieszyć jej producentów. Popyt spadnie, bo spokojnie możemy się obejść zarówno bez słodkiej bułki jak i bez mlecznego deseru czy jogurtu. Ale pamiętać musimy, że mleczarnie całkiem spore pieniądze zarabiają nie na produkcji masła, mleka spożywczego czy też rozmaitych serów, ale właśnie na sprzedaży rozmaitych mlecznych słodkości. Jak spadną wpływy z ich sprzedaży (a spaść muszą, bo będą drogie, a nam nikt więcej za naszą pracę – o ile ją mamy - nie zapłaci), to mleczarze podniosą ceny na artykuły podstawowe jeszcze bardziej niż by to wynikało z prostego przełożenia cenowego mleko – jego wyroby. Mocno zdrożeje zwykłe mleko, białe i żółte sery. A to z kolei pociągnie za sobą wzrost ceny za kupowaną przez nas pizzę (ser, wędlina). I znowu. Dlatego, ze zdrożało mleko i mięso – zdrożeje także pizza. Dziwnie to wszystko jest ze sobą połączone - prawda?
Mięso. Też zdrożeje i to nie tylko wołowina. Zdrożeje wieprzowina choćby i z tego powodu, że zdrożało mleko, a małe prosiaki są karmione mieszankami na bazie serwatki i mleka w proszku. Z tego samego powodu pójdą w górę ceny wszelkich odmian drobiu. Wszystko to zdrożeje także dlatego, że długo jeszcze trwać będzie wykup tańszego polskiego mięsa przez zachodnich odbiorców.
Owoce. Mocno zdrożeją maliny, agrest, porzeczki (ale nie czarne). Zdrożeją także jabłka (koncentrat jabłkowy, który masowo będą wykupywać zachodni producenci), zdrożeją także śliwki węgierki.
A co stanieje? Najprawdopodobniej mąka. Z obniżek to by było na tyle.

Kto na tym zyska?


Trochę producenci, czyli rolnicy. Pisze trochę, bowiem z powodu wzrostu cen ropy i wysokich na jej produkty krajowych podatków wzrosną ceny eksploatacji maszyn rolniczych, które już zresztą zdrożały o 22% (VAT !), zdrożeją nawozy sztuczne i środki ochrony roślin, a także pasze i ich koncentraty. Czy na tym zarobi budżet Państwa? Też nie za wiele, bo w długim przedziale czasu zwiększy się sfera ubóstwa, a także z uwagi na liche jedzenie, na jakie stać będzie większość z nas wzrośnie absencja chorobowa, więcej osób będzie przechodziło na renty, a to wszystko to są koszty budżetowe. Na pewno zarobią banki, bo wzrośnie inflacja i w związku z tym zdrożeje kredyt i wzrosną odsetki, ale się nie łudźmy, oprocentowanie naszych lokat znacząco nie wzrośnie, bowiem dziura budżetowa się nie zmniejszy, a przez to dalej będzie lepiej pożyczać Państwu niż jego obywatelom.
A jak wzrośnie sfera ubóstwa, to wzrośnie także przestępczość i trzeba będzie chcąc nie chcąc podnieść nakłady na policję i więziennictwo.

Działać rozważnie


To wszystko, o czym było powyżej, to właśnie ów osławiony „proces dostosowawczy”, jaki musimy wszyscy przejść w związku z powiedzeniem w unijnym referendum sakramentalnego TAK. Potrwa on ładnych parę lat i zapłacimy zań wielką cenę, co do tego nie należy mieć żadnych złudzeń. Ale na nas świat się nie kończy i trzeba myśleć mocno do przodu, a z tym tradycyjnie sporo w naszym narodzie kłopotu.
Większość naszych producentów żywności jest jak na razie oszołomiona wzrostem popytu na ich produkty i wyroby. Jak powiedział przedstawiciel handlowy jedne z mleczarń na wschodzie Polski, jak on może sprzedawać sery żółte po 2 euro za kilogram Polakom, jak mu Holender płaci 8 euro za kilogram. Prawda, że byłby głupcem, gdyby za towar brał cztery razy mniej niż może. Ale mile złego początki...
Przekonali się o tym nasi producenci jaj i drobiu. Otóż kilka lat temu panował w Holandii i Belgii pomór drobiu. Wybito większość kur niosek i nasi producenci jajek zacierali ręce, jakiż to świetny interes zrobią na jajkach po wejściu Polski do UE. Wcześniej zacierali ręce sprzedawcy kur niosek, bo Holendrzy, Niemcy i Belgowie płacili jak głupi po 15 złotych za sztukę. Płacili, ale jak już do UE weszliśmy, to się okazało, że mogą od nas jajka kupić, a i owszem, ale po 11 gorszy za sztukę, bo się im przez ten czas kury rozmnożyły z tych naszych świetnie sprzedawanych niosek.
Dzisiaj zachodni kupcy płacą polskiemu rolnikowi po 17 złotych za kilogram żywego cielaka. Krajowi płacą po góra 10 złotych za kilogram. Gdyby płacili po 18, to w sklepie kilogram zadniej cielęciny kosztowałby 40 złotych, a za taką cenę to nikt tego w Polsce nie kupi.
Dla zachodnich kupców cena 18 złotych jest atrakcyjna, bo w Kopenhadze nasi negocjatorzy mieli oczy z korka i nie znali należycie języków obcych. Oni mieli oczy z korka, my zaś płacimy i płacić będziemy jak z worka. Czego nie dopatrzyli i na czym interes polega. Otóż jak taki dajmy na to niemiecki rolnik kupi od polskiego 70 kg cielaka po 18 złotych za kilogram, to musi wydać 1 260 złotych. Podtuczy potem sobie takie zwierzątko u siebie przez 15 miesięcy odda do rzeźni jako swoje i: dostaje wyższą niż u nas cenę za kilogram żywca, dopłat z Brukseli weźmie za każdą sprzedaną do rzeźni sztukę 290 euro, a jak jeszcze ma mniej niż 2 dorosłe sztuki na jednym hektarze upraw polowych, to mu jeszcze Bruksela dopłaci 40-100 euro (średnio 70) od każdej oddanej do skupu sztuki. Razem ma więc z samych dopłat ma 360 euro, to jest 4,5 x 360 = 1 620 złotych z samych dopłat plus cenę mięsa. A cały kłopot z odchowaniem cielaka spada na polskiego rolnika. Tak więc z samych dopłat na jednej sztuce ma „starounijny” rolnik 420 złotych na czysto.
U nas inaczej niż w „starej Unii” rolnik otrzymuje dopłatę do hektara, (także łąki czy pastwiska) i dlatego nie „czuje blusa”. Postępuje niby racjonalnie, ale za tę racjonalność przyjdzie nam wszystkim w przyszłości drogo zapłacić. A jeśli drodzy czytelnicy jesteście ciekawi, dlaczego właśnie taki, a nie inny system „klepnęli” w Kopenhadze nasi negocjatorzy to ich o to zapytajcie. Ja wiem, ale nie powiem. Polecałbym tylko naszym hodowcom bydła pamiętać o doświadczeniach producentów jaj.

Co może się stać?


Otóż w długiej perspektywie na miejsce naszej żywności, która sobie będzie wyjeżdżać do „starej UE” pojawi się również z tej „starej UE” żywność dużo gorszej jakości, przeterminowana, ale sporo tańsza. Zacznie wypierać z rynku nasze rodzime produkty, bowiem nasze jako konsumentów skromne dochody nie pozwolą nam na spożywanie żywności dobrej jakościowo, ale drogiej. To nic odkrywczego, dzieje się tak już i teraz, bo kupując jedzenie kierujemy się głównie ceną, a nie jakością nabywanego produktu. A jak jeszcze dołożymy dobrą reklamę w telewizji. Najgorsze świństwo pójdzie jak woda. Na rynku żywnościowym zadziała stare i dobrze znane prawo Kopernika-Grenshama mówiące o tym, że pieniądz lub towar gorszy wypiera z rynku pieniądz lub towar lepszy. Można to przewidzieć już teraz, trzeba się tylko było do nauki w szkołach przykładać.
Względy zdrowotne takiego stanu rzeczy pomijam, ale zarówno dla polskich rolników jak i całego sektora przetwórstwa żywności zaczną się wielkie schody. Na polski rynek wejdzie żywność tania i jakościowo zła. W dużym stopniu ograniczy możliwości sprzedaży lokalnym producentom i przetwórcom, co spowoduje spadek ich dochodów i pogorszenie się ich pozycji konkurencyjnej w stosunku do firm zewnętrznych Słaba koncentracja pionowa polskiego rynku żywnościowego ułatwi firmom zewnętrznym mocne usadowienie się na polskim rynku. Zaś za takimi firmami wejdą do naszego kraju duże koncerny agroprzemysłowe z którymi rozproszony i słaby finansowo i technicznie polski rolnik konkurencji nie wytrzyma, bo wytrzymać nie może.
Nie są to jakieś nadzwyczajne sprawy, wiele krajów słabo rozwiniętych, jak też słabo rozwiniętych regionów w krajach wysoko uprzemysłowionych doświadczyło tego w przeszłości. A że u nas nikt o tym nie pisze. A po co? Kto w tym interes mieć może?
Dobrze więc, że chociaż mieszkamy „na końcu unijnego świata” możemy jako nieliczni zadumać się nad nadchodzącą przyszłością, od której po prawdzie ucieczki i tak nie było, ale „masz czegoś chciał Grzesiu Dyndało” jakby za pisarzem rzec wypadało.


Strona główna serwisu   Dodaj swój komentarz.
 
 
 
 

Znajomość prawa pomaga

2008-09-02 15:17:58

Znajomość prawa pomaga - to projekt realizowany przez Stowarzyszenie Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa” z Leska mający na celu przeciwdziałanie przemocy domowej i przemocy wobec kobiet.
więcej czytaj więcej

Można inaczej - SOS w Lesku
Moje prawa - moją szansą!
Edukacja ekologiczna
Wystawa w Czarnej

  archiwum Archiwum


Webcam - Ustrzyki Górne

webcam www.bieszczady.info.pl  na Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) - Ustrzyki Górne



Szukaj w bieszczady.info.pl
 
Ciekawe serwisy
Mazury Zakopane
Karkonosze Online Przemyśl
Kwatery, pensjonaty,noclegi
Spływy kajakowe, Kajaki, Mazury
Hotele w Warszawie
 
  © Bieszczady Wirtualnie 1998 - 2008    
Kontakt  Prywatność  Reklama
Liczba osób na www.bieszczady.info.pl: 11