Mamy za sobą wybory do Parlamentu Europejskiego. Biorący w nich udział politycy ogłaszają wszem i wobec o swych wielkich sukcesach, a co poniektórzy z nich już sposobią się do „zrobienia nam dobrze”, czyli do sprawowania rządów po przyszłych wyborach parlamentarnych.
Ponieważ wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że już niebawem będziemy wybierać nowych posłów, warto chyba spojrzeć na ciepłe jeszcze wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego chłodnym okiem, z właściwego tym wynikom punktu widzenia.
Wszelkie zawarte w tym tekście dane wyjściowe pochodzą z informacji Państwowej Komisji Wyborczej, a podane zostały w oparciu o informacje uzyskane przez PKW z ponad 88% obwodów wyborczych. Warto, by wszyscy, którzy zaglądają na nasz portal jako pierwsi w kraju uzyskali te informacje, zanim zaleje nas wszystkich klekot zewsząd płynących komentarzy.
Dane o wynikach.
- Platforma Obywatelska – 23,48% wszystkich głosów,
- Liga Polskich Rodzin –16,42% głosów,
- Prawo i Sprawiedliwość – 12,52%,
- Samoobrona – 11,55%,
- koalicja SLD-UP – 9,11%,
- Unia Wolności – 6,92%,
- PSL – 6,88%
- SDPL – 5,07% głosów.
Frekwencja wyniosła 20,42%. Tyle oficjalne dane.
Przetłumaczmy to na zrozumiały język.
Wszystkich uprawnionych do głosowania Polaków jest 28 milionów. W wyborach udział wzięło 20,42% wszystkich wyborców, czyli głosować poszło 5 717 600 osób. Właśnie do tej wielkości odnoszą się procentowe dane uzyskane przez poszczególne ugrupowania polityczne.
Przekładając oficjalne dane o wynikach na rzeczywistą siłę wyborczą jaką dysponują poszczególne ugrupowania polityczne w naszym kraju, czyli ilu wyborców popiera każde ugrupowanie, widać co następuje:
- PO – 23,48%, to jest 1 342 494 osoby głosowały w całej Polsce na zwycięzców w wyborach europejskich. Niecałe 1,5 miliona ludzi, wobec 28 milionów wszystkich wyborców. To właściwa miara sukcesu PO. Jeśli jeszcze od tego odjęlibyśmy ponad 100 000 głosów, które sam wziął Jerzy Buzek....., ale bądźmy miłosierni.
- LPR – 16,42% głosów daje 938 830 osób. Tak, w całej Polsce na LPR głosowało niecały milion osób.
- PiS – 12,52% głosów to 715 843 osoby. To właściwa miara popularności tej partii.
- Samoobrona – 11,55% wszystkich biorących w wyborach głosów co daje 660 383 osoby. Gromko grzmiący politycy tego ugrupowania powinni zapisać ten wynik we własnej pamięci - taka jest bowiem właściwa siła ich partii.
- SLD-UP – 9,11% głosów daje 520 873 osoby. Czyli biorąc pod uwagę fakt, że jest to partia władzy, z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że głosowali sami na siebie, czyli członkowie partii głosowali na swych kandydatów, a to znaczy iż poparcie w społeczeństwie to ugrupowanie ma ....takie jakie ma.
- UW – 6,92% uczestników wyborów opowiedziało się za tym ugrupowaniem. Daje to oszałamiającą liczbę 395 658 osób w całej Polsce. To miara ich sukcesu.
- PSL – 6,88% z 20,08% wyborców oddało swój głos na to ugrupowanie. W skali kraju popiera tę partię aż 393 371 osób. Jak na ponad 100 lat istnienia, wynik chyba o zawrót głowy nie przyprawia.
- SDPL – 5,07%, czyli 289 882 osoby w Polsce dały swoje głosy „starej-nowej” lewicy.
I tak wyglądają właściwe wymiary "wyborczego zwycięstwa" poszczególnych ugrupowań, które startując w wyborczym wyścigu do foteli w Parlamencie Europejskim prześliznęły się przez igielne ucho ordynacji wyborczej.
Co z tego wynika?
Podsumujmy powyższe wyniki. Łącznie na wszystkie partie oddano 5 257 334 głosy. Biorąc pod uwagę, że frekwencja wyborcza wedle PKW wyniosła 20,42% czyli do urn wyborczych poszło ze wszystkich 28 milionów uprawnionych wyborców 5 717 600 osób.
Z powyższego wynika, że głosów nieważnych, lub pustych kartek oddano 460 226, czyli ze wszystkich oddanych w tych wyborach głosów aż 8,899% oddano głosów nieważnych. Czyli ilość głosów nieważnych przewyższyła wyniki wyborcze takich ugrupowań jak: UW, PSL i SDPL. Rządząca obecnie koalicja wzięła jedynie o 0,221% głosów więcej niż te oddane jako nieważne. Jeżeli zaś dodamy do siebie wszystkie procenty głosów oddanych na poszczególne ugrupowania, to otrzymamy 91,95% wszystkich oddanych ważnych głosów.
Czyli z 5 717 600 osób biorących udział w wyborach ważne głosy oddało 5 257 333 osób.
Gdyby tę ilość wyborców porównać z ilością wszystkich uprawnionych w naszym kraju do głosowania, to wyjdzie nam realna frekwencja na poziomie 18,776%, bowiem członków do Parlamentu Europejskiego rzeczywiście wybrało tylko tylu ze wszystkich do tego uprawnionych Polaków.
Zaś w stosunku do ogólnej liczby uprawnionych do głosowania rodaków poszczególne ugrupowania w tych wyborach poparło odpowiednio:
- PO - 4,79% wszystkich polskich wyborców popiera tę partię, która wybiera się rządzić naszym krajem jako ta partia, która ma za sobą (wedle deklaracji oficjeli ego ugrupowania) większość Polaków,
- LPR – 3,35%, to rzeczywiste poparcie dla tej partii, której liderzy zdają się dostawać zawrotu głowy od odniesionego „sukcesu”,
- PiS – 2,55% ogólnonarodowego poparcia. Wynik zaprawdę uprawniający do pretensji „brania spraw Kraju w PiS-u ręce” – nieprawdaż?,
- Samoobrona – 2,36% poparcia. Prawda, że oszałamiający sukces uprawniający do mówienia w imieniu większości Polaków,
- SLD-UP – 1,86% poparcia. Taka jest rzeczywista skala poparcia rządu i obecnej koalicji parlamentarnej. To także pośrednia odpowiedź o wcześniejsze wybory i sens powoływania przez Pana Prezydenta jakiegokolwiek jeszcze w tej kadencji sejmowej rządu,
- UW – 1,41% czyli tyle ile mają od chwili rozkładu tej partii. Tak wygląda realna siła „siły spokoju” po 14 latach uczestnictwa tej partii w tworzeniu bytu III RP, czyli inaczej mówiąc triumfalny powrót tego ugrupowania na scenę polityczną Polski. Hurra propaganda, jak to kiedyś śpiewano: „ludzie to wezmą, ludzie to kupią, byle na chama, byle głośno, byle głupio”,
- PSL – 1,4% wynik gorszy o 01% (ależ ze mnie aptekarz wyłazi) od osiągniętego przez niebyłą od wielu lat w oficjalnym życiu politycznym Polski polit-zoombii UW. W tym wypadku moje osobiste gratulacje z dobrego samopoczucia z odniesionego sukcesu (ha, ha, ha) liderów tej partii. I pytanie – macie jeszcze jakieś dobre pomysły na przyszłość?,
- SDPL – 1,03% poparcia ogółu Polaków. I na co było występować z koalicji? Żeby tylko 1,03% uprawnionych do głosowania rodaków dało się przekonać? Chyba więcej z tego wszystkiego było medialnego zamieszania niż rzeczywistości politycznej. Może w Warszawie, w Sejmie, zwanym przez niektórych jakże odpowiednio „akwarium”, narobiliście zamieszania, bo w kraju i pies z kulawą nogą się Wami nie przejął. 1,03%! – i z tego się ich lider cieszy.
Pokazują zresztą łączne wyniki obu tych powstałych przez pączkowanie „partii lewicowych”, że lewica ma się dzisiaj w Polsce marnie, a także iż w nadchodzących wyborach będzie cieniutko bo do spółki wszystkie trzy partie (SLD, UP, SDPL) uciułały jak na dzisiaj ledwo 2,895% politycznego poparcia wszystkich uprawnionych do głosowania.
A co dalej?
Za Sokratesem mogę jedynie rzec, że demokracja jest zwycięstwem ilości nad rozumem; atakującym ten tekst z góry odpowiadam, że statystyka to „taka pani”, która daje każdemu to, czego sobie od niej życzy i że jeżeli wolno im to i mnie także.
Zaś tym wszystkim, którzy już zbierają się do połajanek i krytyki większości Narodu, czyli 79,58% z tych wyborców, którzy zostali w domu, dedykuję słowa wiersza naszego czwartego wieszcza narodowego - Norwida: „...klaskaniem mając obrzękłe prawice, lud czekał na czyny”. Reszta bez komentarza.
|