Przed kilku dniami Europejski Urząd Statystyczny przeprowadził badania poziomu zamożności krajów "starej" i "nowej", poszerzonej Unii Europejskiej.
Aby badania były wiarygodne, dla ich potrzeb stworzono "podstawową jednostkę nabywczą" w skład której weszło euro, pozostałe waluty unijnych państw, a także waluty wszystkich nowych członków Unii.
Wyniki tych badań są dla nas niezwykle interesujące.
Najbogatszym obszarem całej i tej "starej" i poszerzonej Unii był i pozostanie Londyn, gdzie miesięczna średnia siła nabywcza zamieszkujących ten obszar ludzi wyniosła 263 jednostki na osobę. Najbiedniejszym zaś obszarem "starej Unii" do dnia 1 maja 2004 roku pozostawać będzie obszar kontynentalny południowej Grecji, gdzie siła nabywcza przypadająca na jedną osobę wyniosła 56 jednostek.
Z państw przystępujacych do Unii po 1 maja najbogatszym obszarem jest stolica Republiki Czeskiej Praga, z wartością 136 jednostek.
A jak na tym tle wypadamy my, Polacy, a w Polsce nasz region?
Cóż, żeby tak powiedzieć, nieszczególnie. Najbogatszym obszarem Polski jak łatwo się domyśleć jest Sopot (nie całe Trójmiasto, ale właśnie Sopot) z kwotą 112 jednostek.
Tuż za nim plasuje się Warszawa z kwotą 99 jednostek. Najbogatszym regionem pozamiejskim Polski jest opolszczyzna osiągająca dochody 39 jednostek na osobę miesięcznie. Zaś najbiedniejszymi regionami w "nowej", a tym samym
całej poszerzonej Unii Europejskiej będą trzy polskie województwa:
- warmińsko-mazurskie,
- lubelskie,
- podkarpackie.
Siłę nabywczą zamieszkujacych te regiony ludzi EUS określił na 26 jednostek miesięcznie.
Tak więc drodzy mieszkańcy regionu bieszczadzkiego naszej przysłowiowej polskiej próżności stało się zadość. Już od samego początku jesteśmy w całej poszerzonej Unii naj.... Najbiedniejsi.
Co prawda nie jestem do końca pewien, czy o takie wyróżnienie nam chodziło, ale zawsze...??
Czytając dalej rzeczone opracowanie mamy i pozytywne informacje.
Otóż, jeśli polska gospodarka rozwijać się będzie w tempie średnio 4,5% - 5% rocznie, to już w 2020 roku mamy szansę osiągnąć w skali kraju poziom 45% średniej płacy Niemiec z roku 2004.
Zaś nasze ukochane Bieszczady za 10 lat mają szansę osiągnąć średni dochód opolszczyzny z roku Pańskiego 2004.
Możecie zapytać drodzy czytelnicy, dlaczego nikt takich wyliczeń nam nie przedstawił przed referendum? Słuszne pytanie, o odpowiedź sugerowałbym się zwrócić do Fundacji Schumana i jego prezesowej Pani Róży Thun, właśnie
tworzącej "społeczną" listę do Parlamentu Europejskiego, do wybitnych przedstawicieli Platformy Obywatelskiej, na którą tak ochoczo chcemy oddawać swoje głosy w przyszłych wyborach parlamentarnych.
Radziłbym także zadać to pytanie Pani Danucie Huebner, Panu Prezydentowi, który osobiście do każdego z nas przesłał swój głos w sprawie referendum (może znajdzie czas na odpowiedź w chwili wolnej od bólu goleni), a także
Panu Premierowi i wszystkim naszym dzielnym negocjatorom od brukselskiego stolika.
Ale cóż robić, 1 maja coraz bliżej, jak jak mawia przysłowie kobyłka u płota, czyli inaczej mówiąc: kto ma oczy z korka ten płaci jak z worka. Daliśmy się okpić naszym tak zwanym przywódcom jak rzadko w naszej historii.
A najgorsze jest w tym wszystkim to, że w ogóle jakbyśmy naszą przyszłość totalnie olewali.
Niedawno miało miejsce spotkanie w Sanoku z Panią Minister?, Komisarz?, Asystentką Komisarza?, - trudno to wyczuć do końca, Danutą Huebner.
Przyszło nawet sporo ludzi. Swoją drogą się nie dziwię, bo samo ujrzenie w naszym regionie trzeźwego polityka z Warszawy już jest atrakcją samą w sobie; jeśli pamiętamy co niejaki towarzysz Czarniawski z kompanią z SLD w
swoim czasie u nas nawyczyniali, ale bardziej istotne jest co innego.
Nikt nie zadał Pani Minister?, Komisarz? itd.... żadnych konkretnych pytań. Arcyważne spotkanie upłynęło w atmosferze swojskiego, biurokratycznego bełkotu.
Czy zastanowiliśmy się, dlaczego tak się stało? Moim skromnym zdaniem dlatego, że tak na prawdę niewielu z nas ma choćby blade pojęcie o tym czym była, czym jest, a zwłaszcza czym ma się stać Unia Europejska.
To, że tej świadomości nie mieli uczestnicy sanockiego spotkania jest jeszcze najmniejszym kłopotem. Znacznie gorzej, że świadomości tej brakło i nadal brakuje tym, którzy swoimi podpisami składanymi w naszym również, mieszkańców Bieszczad imieniu, na dziesięciolecia ustalają warunki życia dla nas naszych dzieci i wnuków.
Brakuje nam wszystkim wizji miejsca i roli Polski w Unii Europejskiej. Kierując się dobrą konfucjańską zasadą iż realizację dobrych pomysłów najlepiej zacząć od siebie, w przyszłych tekstach postaram się przedstawić możliwości niejakiego skrócenia czasu osiągnięcia przez region bieszczadzki poziomu województwa opolskiego, a także zaproponować działania wpisujące się w politykę reginalną Unii, działania mogące uczynić z naszego regionu jeden z najszybciej rozwijajacych się obszarów całej poszerzonej Unii Europejskiej.
|